Partner główny

 

Partnerzy

  
 

Ludzie Cresovii

Reklama

      Prosił, by dużymi literami napisać: "współzałożyciel Cresovii". Mówi, że ten klub zakładał dlatego, bo jego pasją, oprócz muzyki, był również sport. Mowa o Kazimierzu Jodłowskim, rdzennym siemiatyczaninie, który długo był związany z siemiatyckim klubem. Zresztą więź z klubem czuje do dziś - przede wszystkim emocjonalną. Ma 88 lat. Jest jedynym żyjącym dziś założycielem siemiatyckiego klubu.

     - Panie Kazimierzu, proszę na początek powiedzieć kto i kiedy zakładał Cresovię?
     - Oj..., to już tyle lat. Założyliśmy Cresovię w 1947 roku - ja i mój serdeczny kolega Gienio Rybiński. We dwójkę. To była wyłącznie nasza inicjatywa.
     - Z jakiego powodu powstał klub?
     - Po prostu ja i Gienio kochaliśmy sport i chcieliśmy coś w tym kierunku zrobić. Poza tym w tamtym okresie powstawało dużo nowych klubów, a niektóre były reaktywowane po przerwie spowodowanej wojną.
      - Skąd był Gienio? Bo na próżno szukać go wśród mieszkańców Siemiatycz.
      - Był to - tak jak ja - prawdziwy fanatyk sportu. Przyjechał do Siemiatycz ze Lwowa. Tutaj ożenił się i założył rodzinę. Spotkaliśmy się w PZGS-ie w Siemiatyczach. Razem tam pracowaliśmy. Długo działał w Cresovii. Potem wyjechał do Warszawy. Już nie żyje.
      - Z tego, co wiemy, pierwszą sekcją była siatkówka.
      - Siatkówka i tenis stołowy. Po jakimś czasie doszły: lekka atletyka, szachy i piłka nożna. Tyle sekcji - jak na początku - nie było nigdy w Cresovii. Jak odszedłem z klubu, jakieś sekcje przez kilka lat działały, a potem została tylko piłka nożna.
      - Jaką funkcję pełnił pan w klubie?
      - Sekretarza. Przez 21 lat.
      - Czy grał w piłkę?
      - Owszem. Byłem siatkarzem. Wprawdzie nie mierzyłem dużo centymetrów, ale byłem cholernie skoczny. Każdy mi mówił: "ale ty Kazik zwinny jesteś".
      - Wróćmy do początku klubu. Od czego zaczęliście swoją działalność?
      - Znaliśmy paru zapaleńców do sportu - takich, jak my i wiedzieliśmy, że będą reprezentować Siemiatycze. Ale już po założeniu to najpierw nawiązaliśmy współpracę z profesorem gimnastyki z liceum z Siemiatycz. I w oparciu o uczniów tej szkoły działaliśmy w sporcie przez lata 50-te i 60-te.
      - Pamięta pan pierwszy zarząd?
      - Pierwszym prezesem był Lucjan Wąsowski, ja sekretarzem. Reszta to członkowie zarządu, ale nazwisk już nie pamiętam. Drugim prezesem był Antonowicz. Potem byłem w klubie jako - powiedzmy - senior obserwator.
      - Sportowe sukcesy lat 50-tych i 60-tych?
      - Było u nas parę osób, które sportowo prezentowały się nieźle, dlatego w każdej sekcji mieliśmy mistrza województwa. Na przykład w sekcji piłki nożnej na początku lat 50-tych nieźle grali nasi juniorzy. Byli mistrzami i niektórych z nich brano do reprezentacji województwa. Rywalizowaliśmy m.in. z: Bielskiem Podlaskim, Nurcem Stacją, Hajnówką. Jedynym żyjącym jeszcze piłkarzem z tamtej grupy jest Janusz Waloch (niestety już nie żyje od 2008 r. p przyp. red.). Chyba nie ma go teraz w Siemiatyczach. Niedawno zmarł inny dotychczas żyjący piłkarz z tamtej drużyny - Lesner. Inni już wcześniej poumierali.
      - Gdzie znajdowała się pierwsza siedziba klubu?
      - Przy szkole - obecnym liceum. Przez wiele lat klub nie miał swego budynku i obiektów. Dopiero jak w latach 60-tych wybudowano w Siemiatyczach stadion, to tam się przenieśliśmy. Aha..., jak zbudowali - też w tamtym okresie - szkołę przy Świętojańskiej, to tam chodziliśmy grać w sali gimnastycznej.
      - Pamięta pan swoich kolegów z pierwszej drużyny siatkówki? Albo pierwszych piłkarzy?
      - O Walochu Januszu już wspomniałem. Był jeszcze Kowalczuk Tadeusz. Ot..., więcej chyba nie pamiętam. Mam ich twarze przed oczami, ale nazwisk nie pamiętam.
      - Kiedy ostatnio był pan na meczu w Siemiatyczach?
      - Wiosną tego roku, za trenera Kondraciuka (2008 r. – przyp. red.).
      - Czy spodziewał się pan wtedy - w 1947 roku, podczas zakładania klubu - że przetrwa on tyle lat? Jak w paru słowach podsumowałby pan swoją przygodę z Cresovią?
      - W zasadzie nikt o tym wtedy nie myślał. Wiedzieliśmy tylko, że daliśmy dobre podwaliny dla rozwoju siemiatyckiego sportu. A jak wspominam pracę w Cresovii? Powiem tak: to była miła i serdeczna historia.
      - Proszę powiedzieć kilka słów o sobie. Był pan froncie, długo działał w siemiatyckim sporcie, grał w pierwszej siemiatyckiej orkiestrze. Co poza tym?
      - Jestem rdzennym siemiatyczaninem. Pochodzę z ulicy Kilińskiego. Wojowałem w Ósmej Dywizji Piechoty Wojska Polskiego. Na froncie byłem tłumaczem języka niemieckiego. Jak Rosjanie zabierali do niewoli niemieckich jeńców, to ja tłumaczyłem ich rozmowy. Po wojnie wróciłem do Siemiatycz - działałem w sporcie i orkiestrze, przez długie lata pracowałem w Powiatowym Związku Gmin Spółdzielczych. A teraz jestem wdzięczny, że ktoś mnie jeszcze pamięta jako działacza z naszego klubu.


      Głos Siemiatycz
        luty 2008 r.

       

Sponsor

IV liga 34 kolejka (22-23.VI)

 Cresovia - Śniadowo
 2:1
 MOSP - Magnat
 4:1
 Promień - Wasilków
 1:5
 Wissa -- Biebrza
 5:0  
 Warmia - Dąb
 4:1
 Tur - Hetman
 5:1
 Sparta Sz. - Wigry II
 5:1
 Sparta A. - Michałowo
 0:5
 Mielnik - pauza
 -

Tabela IV ligi

 1  Wasilków  77 100-26
 2  Warmia
 75 107-29
 3  Wissa
 64 93-48
4
 Promień
 58 78-47
 5  Michałowo
 55  68-51
6  Wigry II
 55  72-49
 Sparta Sz.  55
 81-51
 8  Tur  51  56-43
 9  MOSP  43  44-51
10 Dąb
 41  48-66  
 11  Biebrza  40  37-57
 12  Sparta A.
 36  55-71
 13  Hetman 36  52-63
 14  Cresovia 34  35-55
15  Mielnik 34  47-101
16  Śniadowo  13  48-128
 17  Magnat  12  37-122

Strzelcy

12 - D. Bariuejuk
8 - Olendzki
5 - Radziszewski
3 - Kellas
2 - Kryński
1 – Gołubkiewicz, Jaszczołt, Nowicki, Kurek, Zazuliński

Ogłoszenie

Redakcja serwisu szuka chętnych do redagowania relacji z meczów. 

Kontakt - cresovia.redakcja@wp.pl